Dom Seniora BUK – nasz dom

Dom Seniora BUK – nasz dom

Dom Seniora… To coraz popularniejsze określenie wciąż jeszcze budzi w Polsce nieprzyjemne skojarzenia. Na szczęście już tylko u tych osób, które nigdy nie zetknęły się z podobnym miejscem. Jeszcze do niedawna obowiązującym, a teraz wciąż jeszcze bardzo popularnym było i jest określenie „dom starców”. Wraz z nim pojawiają się bardzo negatywne skojarzenia, powodujące co najmniej nieufność.

O przyczyny takiego stanu rzeczy zapytałem wprost dyrektorkę Domu Seniora BUK w Rudach, Grażynę Jarząbek. – Cały problem z tymi negatywnymi skojarzeniami zaczyna się od tego, że w Polsce wciąż jeszcze mamy do czynienia ze stereotypami, prowadzącymi do zanegowania podeszłego wieku, jako pełnowartościowego okresu w życiu człowieka. Przyjęło się, że po zakończeniu aktywności zawodowej, człowiek wkracza w okres życia, w którym nie ma już mowy o żadnej aktywności, a wręcz przeciwnie, seniorzy powinni cierpliwie i najlepiej nie zwracając na siebie uwagi, usuwać się z przestrzeni tych młodszych i pogodzić z tym, co nieuchronne. Na szczęście coraz lepiej sobie z takimi stereotypami radzimy i systematycznie przełamujemy nieufność Polaków. Kierowany przeze mnie Dom Seniora BUK w Rudach jest tego najlepszym przykładem.
Na pytanie, dlaczego, odpowiedź była natychmiastowa. – Traktujemy tę placówkę naprawdę jak dom. Zawsze i przed każdym audytorium podkreślam, że nie jesteśmy szpitalem, ani zakładem opiekuńczo-leczniczym. Jesteśmy miejscem, w którym nasi Pensjonariusze mają swoje sprawy, przyjaźnie, ulubione zajęcia i korzystają przy tym z pełnego wsparcia i opieki.

Opieka w Domu Seniora BUK jest oczywiście całodobowa. Wykwalifikowany personel – pielęgniarki i opiekunowie medyczni – stanowi długo ze sobą współpracującą zgraną grupę. – Oczywiście zdarzają się problemy, mniejsze i większe. Jak w każdej grupie. Mamy jednak świadomość, że więzi i współpraca między personelem placówki mają bezpośredni wpływ na mieszkańców Domu Seniora. Świadomość wagi tego co się robi na co dzień to podstawowa rzecz, której wymagamy przy przyjęciu nowych pracowników. I dotyczy to każdego stanowiska, od tych zabezpieczenia technicznego do opiekuna i pielęgniarki.

Będąc z natury rzeczy dociekliwy zapytałem, jak zatem wygląda codzienność Domu Seniora. Czy to rzeczywiście taka oaza spokoju, pełna uśmiechniętych, zadowolonych z życia osób. Najwyraźniej palnąłem gafę, bo moja rozmówczyni zareagowała bardzo stanowczo. – To nie powinien być przedmiot żartów. Oczywiście nie jest tak, jak Pan to zasugerował. Nasi Pensjonariusze trafiają do nas bardzo często już w bardzo podeszłym wieku, nawet około 90 lat. To osoby, które przepracowały ciężko większość życia, wychowały swoje dzieci i często mają doświadczenia, których los oszczędził naszemu pokoleniu. Przychodzą do nas często schorowani, dla wielu z nich codzienna aktywność tak jak my ją rozumiemy jest już nieosiągalna. Wymagają często pomocy w podstawowych czynnościach życiowych. Znajdują tę pomoc, znajdują spokój, zrozumienie, a przede wszystkich zyskują w nas swoich reprezentantów i oddanych przyjaciół. Mamy personel, który potrafi sprostać ich oczekiwaniom, a przede wszystkim potrzebom. Muszą to być osoby szczególnie odporne psychicznie. I nie chodzi tu bynajmniej o cierpliwość, ale o zupełnie inne kwestie.

Do tego typu pracy nadają się wyłącznie osoby bardzo wrażliwe i empatyczne. I nie ma to nic wspólnego z odpornością na trudne warunki pracy – tę nasi pracownicy mają znakomitą. Chodzi o to, że bardzo przywiązują się do swoich podopiecznych. Zawiązują się przyjaźnie, rodzi głęboka sympatia. Spotykają ich jednak nie na starcie w życie, jak przedszkolanki, czy nauczycielki, ale ich zadanie jest zupełnie inne. Odpowiedzialne i dostojne – towarzyszyć im właśnie w tym ostatnim okresie i sprawić, aby był przeżyty godnie, niósł jak najmniej bólu, a przede wszystkim o to, żeby ich ostatnimi doświadczeniami były ciepło i bliskość drugiego człowieka. To nie jest zadanie, to misja.

Rozmawiam z opiekunami medycznymi już od dłuższego czasu, obserwuję ich pracę. Widzę to wszystko, o czym wspomina dyrektorka Domu Seniora. Oddanie, cierpliwość, często determinację. I zatroskanie w oczach, potem skrywane łzy.
Grażyna Jarząbek mówi teraz o innej jeszcze roli Domu Seniora. – Nasza oferta tak naprawdę ratuje często życie tym zdrowym członkom rodzin. Nie, nie w sensie biologicznym. Ratuje ich codzienność, ich więzi, szczęście domowe. Życie bywa nieubłagane i po ciężkiej, często wieloletniej walce, najlepsze co można zrobić, to przyznać, że samemu już nie można pomóc drogiej sobie osobie. To trudne i my to wiemy najlepiej. Widzimy żal rodzin, które decydują się na taki krok, cżęsto ich łzy. I staramy się za wszelką cenę, aby spokój wrócił do nich jak najszybciej. I wraca. Uspokojeni tym co widzą, po którejś z kolei wizycie znajdują ukojenie i mogą znowu żyć swobodnie i  poświęcić się innym bliskim osobom, które bardzo ich potrzebują. To bardzo ważne, to uzdrawiające dla wielu rodzin.

Jak wspominałem, Dom Seniora nie jest szpitalem. Nie oznacza to jednak, że Pensjonariusze nie mają niezbędnego wsparcia medycznego. Pod okiem pielęgniarek przebiega zalecona przez lekarzy terapia, a w przypadku osób obłożnie chorych robi się wszystko, aby im ulżyć w cierpieniu. – Nauczeni doświadczeniem, chcemy w najbliższym czasie dodatkowo pozyskać do stałej współpracy własnego lekarza, który wesprze lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Staramy się też poszerzyć ofertę o bardziej zaawansowane zabiegi fizjoterepeutyczne. Oczywiście stale prowadzimy jak najbardziej zróżnicowaną terapię zajęciową, dostosowując ją do potrzeb, ale przede wszystkim możliwości naszych Pensjonariuszy.
Wszyscy odwiedzający Dom Seniora BUK odjeżdżają zachwyceni jego otoczeniem. Cudownie położony, w samym środku lasu, z kilkoma hektarami własnej przestrzeni dla spacerów i rekreacji, stanowi rzeczywiście swego rodzaju ewenement. – Wiemy o tym, mówi Urszula Lasa. Dlatego właśnie staramy się umawiać z rodzinami na odwiedziny w naszej placówce. Rozmawiając z naszymi pracownikami, odwiedzając ośrodek i czując rytm w jakim on funkcjonuje, najczęściej właśnie u nas kończą swoje poszukiwania. Piękne otoczenie to tylko jeden z naszych atutów. Chyba nigdzie w podobnych placówkach Pensjonariusze nie mają tyle przestrzeni życiowej. Ogromne znaczenie ma również to, że jesteśmy placówką nową, wyposażoną zgodnie z najnowszymi standardami. Posiadamy też własną pralnię i kotłownię. To ostatnie ma szczególne znaczenie w  opiece nad osobami w podeszłym wieku. Utrzymujemy optymalną temperaturę. Przede wszystkim ich nie przegrzewamy. Tu naprawdę dobrze się mieszka.

Dariusz Jezierski