Miłości, flirty, przyjaźnie

Miłości, flirty, przyjaźnie

„Odpisze czy nie odpisze?” – to pytanie kłębi się w głowach wielu zakochanych, którzy nerwowo patrzą na swoje telefony, oczekując na wiadomość od drugiej połówki.

Dzisiaj można umówić się w każdej chwili za pomocą portali społecznościowych czy też randkowych. Ogólnie rzecz ujmując Internet jest bardzo w tym pomocny.

Oczywiście same numery telefonów też wystarczą w zupełności, by poznać lub dbać o miłość.

Jak jednak te sprawy wyglądały dawnej, przed erą serwisu Facebook i telefonów komórkowych?

Przed wojną zakochani owszem mogli się spotykać, a nawet wysyłać sobie korespondencje – o ile druga połówka umiała czytać i pisać, co na polskiej wsi, zwłaszcza na Kresach, nie zawsze było oczywiste – jednak o żadnej „konsumpcji związku” oficjalnie nie było mowy! W myśl prostej zasady – buzi, buzi i grzecznie do domu.

W czasach Polski Ludowej trochę popuszczono pasa, jeśli chodzi o związki. Miłość fizyczna występowała w propagandzie jako ważny element życia „Szczęśliwej, socjalistycznej rodziny”. Nie warto oczywiście się zagłębiać w absurdy takiego podejścia. Tak czy tak zakochani mogli tak jak ich rodzice wysyłać sobie listy (czytane przez cenzorów lub wścibskich sąsiadów, jak w Alternatywy 4), umawiać się do kina, oglądając Polską Kronikę Filmową na wstępie, a nawet mogli do siebie dzwonić!

Warto tutaj jednak zaznaczyć, że zazwyczaj były to rozmowy – o ile do nich w ogóle dochodziło – krótkie. Zazwyczaj istniał jeden telefon na kilka mieszkań, a nikt nie lubi być podsłuchiwanym, podczas wyznawania uczuć.

Oczywiście czasy się zmieniały, a wraz z nimi środki przekazu. Dziś każdy, także seniorzy, jest w stanie poznać kogoś ciekawego, nie wychodząc z domu. A może także przez portal starszamlodziez.pl? Co o tym sądzicie? Przyda się Wam taki „różowy kącik”? Piszcie do nas na adres:

Jakub Kowalewski